wtorek, stycznia 31, 2006

W cztery oczy z kosciotrupem


Po powrocie do hotelu z lotniska, wpadam na pomysl by zobaczyc w okolicy slynne cmentarz z mumiami. Organizuje taksiarza, ktory za 33 zeta chce zawiezc nas na cmentarz poczekac i wrocic. Czyli zrobic 60 km i stracic jakies 2 godziny. Cena wydaje sie ok, wiec jedziemy. Wegrzy oczywiscie z nami. Krajobraz jest pustynny. Tu prawie nigdy nei padaja deszcze, i jest strasznie garaco. Zreszta wieksza czesc Peur to neizamieszkala piaszczysta pustania, lub skaliste gory. Dopiero w okolicahc Kordyliery Blanca i Cuzco mozna dostrzec kolor zielony. Nieliczne oazy zyznej ziemi znajduja sie w dolinach rzek i sa dodatkowo nawiadniane.

Docieramy na cmentarz. Placimy po 5 zeta od lebka za wstep. Oprocz nas nie ma nikogo. Na pierwszy rzut oka miejsca nie sprawia dobrego wrazenia. Na srodku pustyni widac jakies 12 zadaszonych miejsc. Ruszamy. To co jednak widzimy w srodku przerasta nasze oczekiwania. Widzimy otwarte groby w nich dobrze zachowane postacie z wlosami i ubraniami. Cmentarz ma 1000 lat. Przedstwiciele tej kultury chowani byli w pozycji siedzacej, poniewaz wierzyli w reinkarnacje i chcieli byc lepiej przygotowani do przyszlego zycia. Widzimy kosciotrupy dzieci a takze trupy w stylu rasta z bardzo dlugimi wlosami zaplecionymi w loki. Okauje sie ze byla to oznaka zajmowania przez owego osobnika wysokiego stanowiska w swojej spolecznosci. Groby byly wielokrotnei okradane bowiem zawieraly wiele kosztownosci. Mily taksowkarz opowiada nam ze pobliskei gory kryja w sobie zloto, i takze on wielokrotnei wybiaral sie na poszukiwanie tego cennego kruzca.

Wracamy szczesliwi do Nazca. ola stwierdza ze cmentarz byl bardziej ciekawy od lotu samolotem. O 16 przybywa autobus i razem z naszymi wegierskimi przyjaciolmi ruszamy do Aerequipy.

Brak komentarzy: