środa, lutego 08, 2006

Paranoje male i duze


Zamiast zwiedzac Cusco powoli popadamy w kolejne paranoje. Najpierw tracimy caly dzien na naprawienie aparatu. Przy robieniu zdjec pojawiaja sie bowiem czarne plamy. Super aparat Sony okazuje sie byc najmniej wytrzymalym uczestnikiem tej podrozy. Oddajemy go najpierw do jednego magika, ktory do wieczora cos tam przy nim majstruje po czym oddaje nam w takim samym stanie jak wczesniej i rzada pieniedzy. Po pertraktacjach i kilkunastominutowym wyklocaniu sie placimy mu 20 zlotych (ktore pozniej i tak odzyskujemy) i idziemy do innego punktu fotograficznego. Tutaj William z usmiechem na twarzy obiecuje usunac plamy za 40 dolarow. Mowi ze to czeste zjawisko w tych aparatach, efekt wilgoci. Wzbudza nasze zaufanie, poza tym za bardzo nie mamy innego wyjscia (zdjecia z Machu Picchu z plamami...?), wiec zostawiamy mu na noc aparat.
Rano odbieramy nasz skarb, rzeczywiscie bez plam, dzialajacy. Wraz z 40 dolarami znika pierwsza paranoja. Wkrotce pojawia sie nastepna. Chcemy kupic w centrum informacyjnym bilety turystyczne - jest to wejsciowka do 16 wartych zobaczenia miejsc w Cusco i w okolicy. Normalny kosztuje 70 zlotych, ulgowy 35. Z usmiechem wiec prezentuje swoja wyrobiona tuz przed wyjazdem w biurze Almaturu legitymacje ISIC. Kobieta w okienku przyglada jej sie uwaznie, po czym stwierdza: ¨Bardzo mi przykro prosze Pani ale ta legitymacja jest falszywa. Nie z nami takie numery, za duzo ludzi tu przychodzi z falszywkami, zebym dala sie oszukac!¨. Wybaluszam oczy. Zaczyna sie od spokojnych tlumaczen, ze jakto, ze Almatur, ze 60 zlotych, itd, itd, konczy sie na darciu na siebie mordy, wymachiwaniu i rzucaniu Bogu ducha winnym ISICiem. Nie chodzi tylko o zakup glupiego Biletu, ale o to ze tutaj wszystko dla studentow jest 2 razy tansze - a przy takich oplatach jak wejscie do Machu Picchu roznice w cenie sa ogromne.
Udajemy sie w koncu do oficjalnego przedstawicielstwa ISIC w Cusco. Tam znowu to samo. Chodzi generalnie o to ze jakis madry pracownik Almaturu zamiast nadrukowac wszystkie dane na karcie, po chamsku je nakleil na kawalkach papieru. Zrobil to uzywajac czyjejs starej karty prawdopodobnie zeby zaoszczedzic pieniadze. Najwieksza paranoja jest jednak to ze niby moj numer na ISICu w rejestrze nie istnieje.
Wszystko konczy sie tak ze wyrabiam za 12 dolcow nowa karte studencka, a pani wypisuje mi zaswiadczenie o tym ile wart jest almaturowski ISIC i jakie mialam tutaj przez to problemy.
Wychodzimy z powrotem na Plaza de Armas. Stracilismy mnostwo czasu i nerwow. Cusco chyba nie chce zebysmy go zwiedzili.
Kiedy wroce do Polski obiecuje ze ZJEM Almatur!
Wszystkim, ktorzy wyrabiaja tam karty ISIC radze UWAZAC!

Brak komentarzy: